Białostockie osiedla z nietypowej perspektywy – wywiad z Andrzejem Kłopotowskim, autorem Osiedlownika


Fot. Andrzej Kłopotowski/Osiedlownik

Kiedy w 2019 roku rozpoczynał pracę nad Osiedlownikiem, nie sądził, że powstanie z tego opis kilkunastu białostockich osiedli i wystawa fotograficzna. Dzięki wpisom na jego blogu można poznać alternatywną historię naszego miasta i spojrzeć na osiedla, na których żyjemy, od nieco innej strony. Zapraszamy na rozmowę z Andrzejem Kłopotowskim, autorem Osiedlownika, który na co dzień pracuje w Gazecie Wyborczej, gdzie zajmuje się m.in. przestrzenią miejską.

Skąd pomysł na nietypowy przewodnik? Co niezwykłego można zobaczyć na białostockich osiedlach? Jak dalej będzie się rozwijał Osiedlownik? O tym wszystkim w wywiadzie.

 

Skąd się wziął pomysł na Osiedlownik – tak nietypowy przewodnik po Białymstoku?

 

Wcześniej pracowałem nad kilkoma innymi przewodnikami – po krajach i miastach Europy Środkowo-Wschodniej. Były to Litwa, Białoruś, Drezno czy Bratysława. Potem wróciłem na Podlasie. Razem z Andrzejem Lechowskich, wieloletnim dyrektorem Muzeum Podlaskiego, zrobiliśmy też mały przewodnik po Białymstoku. Pomyślałem, że chcę zostać dłużej przy pisaniu rzeczy turystycznych związanych z Białymstokiem. Wpadłem na pomysł, żeby zrobić Osiedlownik. Inspiracją był podobny przewodnik zrobiony w Warszawie (Przewodnik po warszawskich blokowiskach) oraz w Bratysławie – przewodnik po wielkim osiedlu, które doskonale widać z tamtejszego zamku. Kiedy spogląda się ponad Dunajem, widać gigantyczne blokowisko Petržalka, ciągnące się z jednej strony do granicy z Austrią, z drugiej do granicy z Węgrami.

 

Fot. Andrzej Kłopotowski/Osiedlownik

 

Ja też jestem z blokowisk – z Osiedla Piasta, mieszkam na Przydworcowym. Pomyślałem, że fajnie opowiedzieć historię Białegostoku nie tylko z perspektywy Pałacu Branickich, Rynku Kościuszki i kościołów czy cerkwi, ale też tego, co jest trochę dalej od centrum i czego często nie zauważamy, idąc po chleb, na przystanek czy załatwiając codzienne sprawy.

 

Białystok kojarzy się bardziej jako baza wypadowa na Podlasie, samo w sobie nie jest specjalnie turystycznym miastem. Zwiedza się głównie – jak powiedziałeś – Pałac Branickich. A na co nie zwracamy uwagi? Co mają w sobie osiedla białostockie?

 

Każde osiedle miało swój początek, musiał je ktoś wymyślić, zaprojektować, poukładać elementy układanki, jakimi są porozrzucane bloki, place zabaw, boiska, sklepy. To jest kawał „miastotwórczości”, kawał Białegostoku, który powstawał od lat 50-tych do dzisiaj. Często te osiedla budowane były na terenie dawnej wsi, która została włączona do Białegostoku. Tak jest choćby z Białostoczkiem, który zmiótł całkowicie poprzednie drewniane domy stojące wzdłuż ulicy. Stoi tam zresztą kilka krzyży, świadczących o tym, że była to wioska. Podobnie jest na TBS-ach, które powstały na łąkach wsi Bacieczki. Czasami są to stare osiedla, które połączyły się z nową zabudową. Osiedle Mickiewicza jest takim przykładem, gdzie między blokami stoją stare kamienice, stare domy. Możemy chodzić, odczytywać historię. To jest jedna rzecz, na którą często nie zwracamy uwagi.

 

Fot. Andrzej Kłopotowski/Osiedlownik

 

Mnie zawsze ciekawiło, od czego się zaczynało dane osiedle, gdzie był pierwszy blok? Śmieję się, że te pierwsze bloki to taka osiedlowa starówka, „rynek” – miejsce, wokół którego zaczęło się to rozrastać i które stało się centralnym punktem, gdzie przychodzili ludzie. Są też świątynie, które mają jakąś historię – kościoły, cerkwie, ale też meczet, bo na Osiedlu Piasta mamy meczet. Są też parki, które były zakładane, a także – jak się okazuje – relikty z czasów Jana Klemensa Branickiego. Oprócz pałacu w centrum, miał on „zakomponowaną” całą rezydencję jako dróżki, którymi mógł sobie jeździć i oglądać, np. ze wzgórza dolinę rzeki Białej. Były to małe pawilony, np. Bażantarnia, Wysoki Stoczek, do tego dochodziły takie założenia ogrodowe jak Wielka Kaskada i Mała Kaskada, stawy typowo użyteczne, np. pstrągarnia, która istnieje na Leśnej Dolinie. To wszystko poskładane do kupy daje poszczególne Osiedlowniki.

 

I można o nich przeczytać na twoim blogu https://osiedlownik.blogspot.com.

 

Tak. Każde osiedle zostało opisane w podobny sposób. Najpierw jest historia, w której staram się cofnąć przynajmniej do czasów Jana Klemensa Branickiego. Z ciekawostek – na Piasta od 1569 do 1795 roku istniała granica między Koroną a Litwą. Biegła ulicą Skorupską, ale dalej też np. Kapralską na Wygodzie. Potem pojawia się opis pierwszych bloków stworzony na podstawie ówczesnej prasy. Gazeta Białostocka i Współczesna są tutaj dobrym źródłem informacji. Pojawiają się w nich barwne PRL-owsie opisy, jak to dzielne brygady wznosiły kolejne bloki i chociaż brakowało im materiału, to mimo wszystko walczyli dalej i udawało im się. Opisy kończę na tym, co dzieje się obecnie – jak osiedla są zaplanowane, czy są dogęszczane, czy są objęte jakąś ochroną. Dodatkowo każde osiedle ma mapkę stworzoną na bazie mamy Google, dzięki czemu można zobaczyć od pięćdziesięciu kilku do ponad stu obiektów na poszczególnych osiedlach. Mapka ułatwia zwiedzanie, zapoznanie się z tą osiedlową historią.

 

Robisz też zdjęcia.

 

Osiedlownik zacząłem tworzyć w 2019 roku. Wtedy udało mi się otrzymać Stypendium Artystyczne Prezydenta Miasta Białegostoku. Kiedy wszedłem na pierwsze osiedle, by zrobić rekonesans, zacząłem robić zdjęcia. Zwracałem uwagę nie tylko na historyczne rzeczy, ale też na jakieś różne „pierdółki”, które wyskakiwały gdzieś po drodze. Te zdjęcia zamieszczam na Facebooku na profilu „Osiedlownik”, gdzie staram się publikować je systematycznie. W tym roku na zaproszenie Białostockiego Ośrodka Kultury powstała wystawa tych zdjęć. W kinie Forum prezentowane było pięćdziesiąt fotografii z dwunastu białostockich osiedli. Taki alternatywny wybór, pokazujący je z trochę innej strony niż zazwyczaj patrzymy.

 

Fot. Andrzej Kłopotowski/Osiedlownik

No właśnie. Ktoś na co dzień mieszkając na jakimś osiedlu, nie pomyślałby, że można tu coś ciekawego znaleźć…

 

Na zdjęciach są jakieś wycinki – coś nabazgrane na ścianie, dziwnie ułożona kostka chodnikowa, inne wejście do budynku.

 

Czyli niecodzienne detale.

 

Spoglądam z wąskiej perspektywy na tę rzeczywistość osiedlową. Zdjęcia robię oczywiście telefonem, bo jest to najwygodniejsze.

 

Jesteś białostoczaninem od urodzenia.

 

Tak, urodziłem się i wychowałem w Białymstoku – na osiedlu Piasta, w tej chwili mieszkam na Przydworcowym. Dwa solidne blokowiska.

 

Fot. Andrzej Kłopotowski/Osiedlownik

Jak oceniasz życie w Białymstoku?

 

To, że to tu żyję, może świadczyć o dwóch rzeczach: albo dobrze się tu mieszka, albo nie starczyło mi odwagi, żeby w pewnym momencie powiedzieć „Chrzanię to miasto i wyjeżdżam”. Nie chcę się nad tym w tej chwili zastanawiać, kilka dekad tu spędziłem i na razie wciąż jestem.

 

Wielu moich rozmówców wskazywało, że Białystok jest w sam raz – znajdzie się tu wszystko, czego potrzebujemy, a nie musimy poświęcać zbyt dużo czasu na dojazdy…

 

W tej chwili świat w kontekście pracy zdalnej zawęził mi się dość mocno do obszaru osiedla, na którym mieszkam. Dom i praca stały się jednym miejscem, wszystko jest pod ręką. Jeśli gdzieś muszę pojechać, wsiadam w samochód i za kilka-kilkanaście minut jestem. Są oczywiście minusy, o których można by długo opowiadać. Wkurza mnie na przykład, że wycinana jest zieleń, że ścieżka rowerowa potrafi się gdzieś nagle urwać, ale to są jakieś pierdoły… Nie podobają mi się niektóre rzeczy, jeśli chodzi o traktowanie zabytków i dziedzictwa, ale to wyrażam w swoich tekstach w Gazecie. Osiedlownik jest miejscem, gdzie opisuję historię, a nie komentuję.

 

A jakie dalsze plany?

 

Na początku chciałem opisać cztery osiedla – tak na próbę. Zrobiło się ich dwanaście, zrealizowanych w ramach kolejnych stypendiów. W zeszłym roku udało się zorganizować wspólnie z Ośrodkiem Wspierania Organizacji Pozarządowych sześć spacerów po osiedlach, na które w sumie przyszło ponad 200 osób, co dla mnie też jest pozytywnym zaskoczeniem – że ludzie chcą to oglądać i wędrować przez blokowiska. W tym roku była wystawa, w planie są kolejne spacery.

 

W tym roku trochę przystopowałem, ale będą na pewno kolejne osiedlowniki. Teraz dłubię nad Osiedlem Młodych – to rejon ulic Zwycięstwa i Hetmańskiej. Chcę zrobić „Patoosiedlownik”, czyli mapę, na której będą zamieszczone moim zdaniem najgorsze realizacje deweloperskie w mieście. Takie z ostatnich lat, które albo nie powinny powstać, albo powinny powstać w innym miejscu, bo ani nie wpisują się w kontekst, ani nie są ładne, ani nie pasują do otoczenia. Często są one „doklejane” do innego bloku albo stawiane na terenach zielonych. Stare osiedla są dogęszczane. Powstają też bloki w tak absurdalnych miejscach jak obok wiaduktu nad torami kolejowymi przy zjeździe na Antoniuk. Chodzi mi po głowie właśnie taka mapa ze zdjęciami i krótkim opisem – budynek taki i taki, wady: taka, taka i taka. Nie ukrywam, że chciałbym w miarę krótkiego czasu domknąć opowieść o białostockich osiedlach, żeby powstał pełen zestaw, może wtedy jakaś książka.

 

Przydałby się album drukowany, prawda? Więc tego życzę i bardzo dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

 

Rozmawiała: joankabu

Zdjęcia: Andrzej Kłopotowski/Osiedlownik

 

Po więcej zdjęć zapraszamy na profil Osiedlownik na Facebooku: https://www.facebook.com/osiedlownik

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.