Zajmuję się przywracaniem pełni zdrowia – wywiad z Martą Wałamaniuk-Dragun


Fot. Sana Gabinet Terapii Naturalnych Marta Wałamaniuk-Dragun

Marta Wałamaniuk-Dragun znana jest w naszym mieście ze stosowania i propagowania baniek ogniowych na różnorodne dolegliwości. Zajmuje się także ziołolecznictwem i naturopatią. W swoim gabinecie otacza pacjentów holistyczną opieką, organizuje też warsztaty ze stawiania baniek ogniowych.

 

W wywiadzie pani Marta opowiedziała nam, na jak wiele dolegliwości pomagają bańki oraz zdradziła, w jaki sposób dbać o odporność przez cały rok. Zapraszamy na rozmowę!

 

Gabinet terapii naturalnych – czyli jakich? Proszę pokrótce opowiedzieć, czym się pani zajmuje?

 

Najkrócej mówiąc: zajmuję się przywracaniem pełni zdrowia. To są kuracje oczyszczające, odtruwające, przeciwpasożytnicze, odtruwanie organizmu po lekach, antybiotykach. No i oczywiście stawianie baniek, których trochę mam, ale wciąż jeszcze za mało! Tutaj mam takie malutkie, typowo dziecięce – tych stawiamy najwięcej. Moja najstarsza bańka jest z 1949 roku. Wszystkie bańki, które skupuję, to bańki z PRLu, mam ich całe skrzynki.

 

Jakie jest pani wykształcenie?

 

Od kilku lat jestem mistrzem naturopatii, wcześniej naturopatą. Z wykształcenia jestem magistrem zdrowia publicznego i dietetykiem. Tak się jednak życie poukładało, że terapie naturalne pozwoliły mi uratować syna po powikłaniach, które były spowodowane przez lekarzy.

 

Terapie naturalne, czyli np. ziołolecznictwo?

 

Tak. Zajmuję się ziołolecznictwem i homeopatią kliniczną. Stosuję też wodę utlenioną w różnych terapiach – wewnętrznych i zewnętrznych. Nie zawsze spotyka się to ze zrozumieniem, ale skuteczność jest bardzo dobra. Świecowanie uszu, soda oczyszczona w różne miejsca na ciele (z bardzo dobrymi skutkami), terapie z użyciem węgla aktywnego – wszystko w zależności od sytuacji.

Fot. Sana Gabinet Terapii Naturalnych Marta Wałamaniuk-Dragun

Czyli najpierw jest diagnoza, a potem odpowiednie działanie.

 

Łączę swoją wiedzę medyczną, analizując wyniki badań, z obrazem człowieka. Wyniki badań oraz objawy uzupełniają się. Staram się podchodzić do pacjenta całościowo.

 

Proszę opowiedzieć o pracy z bańkami.

 

Bańki stosuję na całe ciało, mam pacjentów od najmłodszych lat do najstarszych. Najmłodsza dziewczynka, jakiej stawiałam bańki, miała 2 tygodnie. To było zachłystowe poporodowe zapalenie płuc, trochę wcześniej przegapione, ale udało się bez szpitala wyprowadzić ją z choroby. Ostatnio mnóstwo dzieci choruje przez wirusa zapalenia płuc. Wychodzą ze szpitali i po dwóch-trzech antybiotykach nadal mają zapalenie płuc. Dopiero bańki wyprowadzają je z tego z bardzo dobrym efektem.

Bańki stawiam też na problemy z układem kostnym, bólami kręgosłupa. Najwięcej dorosłych przychodzi chyba z rwą kulszową. Bańki świetnie działają na sprawy przewlekłe, bólowe, nadmierne napięcie. Z różnych powodów stawiam bańki na stopy: przy dnie moczanowej, przy ostrogach. Wykorzystuję też refleksologię do analizy, podczas badania pacjenta, a także w czasie stawiania baniek na stopach – w określonych receptorach, by sprawdzić np. co się dzieje z kręgosłupem czy z narządami wewnętrznymi. W zależności od tego, gdzie są złogi na stopach, to wiem, który narząd potrzebuje wsparcia i tam stawiam. Stawiam bańki także pourazowo, dla sportowców – przed treningiem i po. Świetne efekty daje stawianie baniek przy reumatoidalnym zapaleniu stawów. Kilka razy pomogłam bańkami przy stanach zapalnych piersi, zastojach związanych z karmieniem piersią. Na co jeszcze bańki? Na wszystkie nerwobóle podłopatkowe, przeciążeniowe, problemy z barkami, z kręgosłupem, leczenie różnego typu owrzodzeń – ze świetnymi efektami, bez konieczności interwencji chirurgicznych!

Działanie podnoszące odporność to jedna strona medalu, a druga to rozluźniające, odżywiające daną strukturę czy narząd, działanie przeciwbólowe, poprawiające ukrwienie. Można „szaleć” na całym ciele.

 

Proszę wyjaśnić zasadę działania baniek.

 

To jest terapia podciśnieniowa. Zasada jest bardzo prosta: podgrzewamy powietrze w bańce, po przystawieniu do ciała wytwarza się próżnia, zassanie ciała do bańki. Po zassaniu najczęściej dochodzi do wynaczynienia, pojawiają się jakby siniaki – nie zawsze, ale jeśli są duże stany zapalne, złogi czy spięcia – powinien taki odczyn się pojawić. Bywa tak, że się nie pojawia, mimo że jest choroba. Pracuję z bańkami już 13 lat i dzięki doświadczeniu umiem je wykorzystywać nie tylko terapeutycznie, ale też diagnostycznie. Widzę, w którym miejscu powinien być odczyn, a nie ma go, chociaż czuję pod palcami, że są złogi czy spięcia. Tak bywa przy stanach przewlekłych.

Później, kiedy pojawi się takie wynaczynienie, organizm traktuje takie miejsce jako ciało obce i wysyła w jego kierunku odpowiedź immunologiczną, silniejsze ukrwienie, ale też wymianę płynów takich jak limfa. Właśnie – stosowanie baniek przy obrzękach także sprawdza się fantastycznie.

Fot. Sana Gabinet Terapii Naturalnych Marta Wałamaniuk-Dragun

Czy bańki bezogniowe są równie skuteczne?

 

Bańki ogniowe są dużo silniejsze niż bezogniowe. Lepiej postawić bańki bezogniowe niż żadne, bo niektórzy się boją ogniowych, ale proces zdrowienia jest dużo szybszy właśnie po ogniowych. Zauważa to wiele osób, np. bańki bezogniowe trzeba było stawiać tydzień-dwa, a bańki ogniowe wystarczy postawić raz czy dwa, przy stanach zapalnych płuc – do trzech razy. Bańki ogniowe stawiamy w dwóch zasadniczych cyklach: albo w ostrym (wtedy powtarzamy dzień po dniu) albo w przewlekłym – wtedy powtarzamy raz w tygodniu lub też na podniesienie odporności.

Bańki ogniowe stosowane są od ponad 5 tysięcy lat. Mówi się często, że to terapia niemedyczna, a przecież ojciec medycyny, Hipokrates, był prekursorem szerszego zastosowania baniek, stawiał je w różnym zakresie, jak podają źródła. Obecnie coraz mniej ludzi stawia bańki. Dlatego prowadzę warsztaty. Często przychodzą rodzice, którzy mają już dość antybiotyków. Wiadomo, że antybiotyki i sterydy to leki, które powinny być wykorzystywane do ratowania życia, a teraz zdecydowanie się ich nadużywa. W związku z tym coraz więcej ludzi szuka alternatywy, trafiają na warsztaty. Często są to moi wcześniejsi pacjenci, którzy teraz sami chcą się nauczyć stawiania baniek. Ale na szkolenia przychodzi też coraz więcej pielęgniarek i położnych.

 

Terapia, którą pamiętamy z dzieciństwa, wraca do łask.

 

Zdecydowanie tak. Kiedyś w każdej rodzinie był ktoś, kto potrafił stawiać bańki.

 

Proszę powiedzieć, skąd nazwa gabinetu „Sana”?

 

To żeńska odmiana określenia „sanum”, czyli zdrowy. Odmiana męska mi nie pasowała, więc wybrałam żeńską. Logo też wymyśliłam sama.

 

Jakie inne naturalne metody na sezonowe infekcje, oprócz baniek, pani poleca?

 

Przede wszystkim musimy pamiętać, że o odporność dbamy cały rok, a nie w sytuacji, kiedy pojawi się infekcja – wtedy już za późno, bo to już informacja zwrotna organizmu. Ale infekcja sama w sobie nie jest złem – powinniśmy chorować raz na sezon, żeby zaktualizować bazę wirusów naszego układu odpornościowego, bo on jest właśnie po to, by później zidentyfikować przeciwnika i sobie z nim poradzić. Uciekanie od infekcji też nie jest dobrym rozwiązaniem.

A jeśli chodzi o samą odporność, to oczywiście podstawą jest dieta. Trzeba o tym pamiętać zwłaszcza podczas przejścia z letniego czasu na jesienny. Lato to często mnóstwo lodów, słodkości, owoców, pokarmów wyziębiających i zaśluzowujących, co we wrześniu odbija się na organizmach dość mocno. Dlatego ważna jest zmiana diety w okresie jesienno-zimowym na ciepłe pokarmy, rozgrzewające, z wykorzystaniem ziół. Żywienie to pierwsza podstawowa terapia.

Druga sprawa to odpowiednie dotlenienie, czego w tym momencie, po okresie „około covidowym”, mamy za mało, a to tlen wykorzystywany jest w wielu procesach odpornościowych. Także regularne spacery, pojechanie na godzinę w tygodniu do lasu zamiast do galerii.

Kolejna rzecz, to odpowiednie nawodnienie, można pić wodę czy teraz zioła – takie typowo rozgrzewające i takie, które odśluzowują. A jeśli chodzi o zioła, to można stosować je nie tylko do picia, ale także w pokarmach, np. majeranek, tymianek – takie, które działają również na układ pokarmowy, na wątrobę i jelita.

Fot. Sana Gabinet Terapii Naturalnych Marta Wałamaniuk-Dragun

Jestem też zwolenniczką regularnego odrobaczania się przed sezonem infekcyjnym. Ostatnio dużo mniej uwagi się temu poświęca, a to jeden z ważniejszych elementów terapii, które robię, bardzo istotny element.

Jeśli chodzi o suplementację, dobrze byłoby w okolicach września oznaczyć sobie poziom witaminy D i odpowiednio ją suplementować, jeśli jest taka potrzeba. Oczywiście dobrymi preparatami, zawsze wieczorem i zawsze z olejem, wtedy będzie się lepiej wchłaniała. Za wchłanianie witaminy D jest odpowiedzialna wątroba, a według zegara biologicznego tego organu najlepiej poradzi sobie z tym w nocy.

Nie jestem zwolennikiem stosowania wyabstrahowanej witaminy C, wbrew temu co się mówi teraz w terapiach naturalnych. Przecież nie rośnie ona w owocach pełnych tylko witaminy C, ale w dzikiej róży czy w owocach rokitnika jest dużo więcej substancji, które wpływają na jej wchłanianie i wykorzystanie. Także witamina C tak, ale w naturalnych wyciągach czy sokach z rokitnika, dzikiej róży czy owoców czarnego bzu.

Zdecydowanie trzeba pamiętać o tym, że na odporność wpływa poziom stresu. Dlatego odreagowywanie go np. poprzez ruch jest bardzo potrzebne. Ostatnio w ludziach mnóstwo stresu przez całą tę pandemię, do tego niedotlenienie – to wszystko powoduje napięcia i obniża odporność. Warto znaleźć sobie formę odreagowywania stresu, bo zestresowane ciało będzie szybko łapało infekcję.

Na koniec podstawowa zasada higieny, czyli mycie rąk, ale niekoniecznie „odkażaczami”, które powodują osłabienie naturalnej bariery ochronnej naszych rąk. Proponuję szare mydło i ciepłą wodę oraz uczenie tego dzieci od najmłodszych lat.

 

Dziękuję za wypunktowanie wszystkich sposobów na dbanie o odporność. Na koniec pytanie o nasze miasto. Jak się mieszka i pracuje w Białymstoku? Lubi pani nasze miasto?

 

Zdecydowanie lubię! Już o rok więcej mieszkam tutaj niż w mieście, z którego pochodzę. Bardzo lubię mieszkać w Białymstoku. Jest w nim to, co kocham najbardziej, czyli dużo drzew, również na moim osiedlu. Dla mnie i mojej rodziny Białystok jest odpowiedni pod względem wielkości i możliwości. Wybór nie jest ograniczony, ale z drugiej strony nie jest takim wielkim miastem jak np. Warszawa.

 

Białystok jest w sam raz.

 

Dokładnie. Lubię też ludzi, również tych starszych, których jest dużo, a którzy mają w sobie taką mądrość. Nie wybieram się na razie nigdzie indziej, chociaż mam sporo propozycji z różnych miast. Tu nam się podoba i tu z przyjemnością żyjemy.

 

Dziękuję za rozmowę!

 

Dziękuję.

 

październik 2021

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.